
Prawo budowlane daje urzędowi 65 dni na wydanie pozwolenia na budowę. W Warszawie w 2025 roku procedura dla inwestycji wielorodzinnej trwała średnio 488 dni, a jeśli policzyć tylko nowe wnioski i pominąć pozwolenia zamienne, to 531 dni. Dziesięć lat wcześniej były to 88 dni. To nie pomyłka w rachunku i nie skutek jednej zepsutej sprawy. To opis tego, jak działa dziś przygotowanie inwestycji mieszkaniowej w największym mieście w Polsce. A od 1 września doszła druga blokada, która dotyczy już nie tylko deweloperów.
Najważniejsze w skrócie
Liczby pochodzą z analizy firmy doradczej Walter Herz, opartej na danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego. Jej autorem jest Damian Karkosiński, specjalista do spraw inwestycji i akwizycji w tej firmie.
Skala zmiany jest nietypowa nawet dla polskiej administracji. W 2016 roku deweloper w Warszawie składał wniosek i po niespełna trzech miesiącach miał decyzję. Dziś składa wniosek i czeka około półtora roku. Co ważne, nie jest to wynik równomiernego pogarszania się sytuacji przez dekadę. Najmocniejsze pogorszenie przyszło w ostatnich dwóch latach: około 30 procent w 2024 roku i około 35 procent w 2025.
Do tego dochodzi druga liczba, która sama w sobie mówi więcej niż czas oczekiwania. W 2017 roku warszawski urząd wydał rekordowe 281 decyzji dla budynków wielorodzinnych. W 2025 roku wydał 143, a spośród nich tylko 112 dotyczyło nowych inwestycji. Pozostałe to pozwolenia zamienne, czyli zmiany do już wydanych decyzji.
Te dwie rzeczy razem są kłopotliwe. Gdyby procedury wydłużyły się, bo urzędy tonęły w rekordowej liczbie wniosków, byłoby to zrozumiałe. Tu procedury wydłużyły się pięciokrotnie, a liczba wydanych decyzji spadła o połowę. Mniej spraw, dłużej każda.
Warszawa jest przypadkiem skrajnym, ale nie odosobnionym. W analizowanych miastach regionalnych średni czas oczekiwania mieści się dziś w przedziale od około ośmiu do ponad czternastu miesięcy. W 2016 roku w tych samych miastach było to od dwóch do trzech i pół miesiąca.
| Miasto | Czas oczekiwania (2025) | Decyzje 2024 → 2025 | Plan ogólny |
|---|---|---|---|
| Warszawa | 488 dni (531 bez zamiennych) | 143 w 2025 (112 nowych) | nie ma |
| Poznań | ponad 14 miesięcy | wzrost | jest |
| Gdynia | ponad 10 miesięcy | wzrost | brak danych |
| Łódź | 280 dni | brak danych | brak danych |
| Kraków | 267 dni | 107 → 91 | nie ma |
| Wrocław | 256 dni | brak danych | jest (26 VIII 2026) |
| Gdańsk | 231 dni | 70 → 44 | nie ma |
Czasy oczekiwania i liczby decyzji dla budynków wielorodzinnych na podstawie analizy Walter Herz opartej na danych GUNB. Dla Poznania i Gdyni analiza podaje przedziały w miesiącach, a nie w dniach, dlatego nie są wprost porównywalne z pozostałymi wierszami. Status planu ogólnego według stanu na wrzesień 2026 roku.
W tej tabeli jest jedna pułapka interpretacyjna, o której warto powiedzieć wprost. Gdańsk z 231 dniami wygląda na najsprawniejszy z tej grupy, ale jednocześnie liczba wydanych tam decyzji spadła z 70 do 44, czyli o 37 procent. Krótszy średni czas przy mocno spadającej liczbie spraw nie musi oznaczać lepszej administracji. Może oznaczać, że mniej wniosków w ogóle dotarło do etapu rozstrzygnięcia.
Odwrotny przypadek to Poznań. Ma najdłuższe oczekiwanie wśród miast regionalnych, a jednocześnie liczba wydanych decyzji tam wzrosła. To sugeruje, że przynajmniej częściowo chodzi o kolejkę, a nie o obstrukcję. Jedno miasto może być zatkane z nadmiaru pracy, drugie z jej braku, a średni czas oczekiwania wygląda podobnie.
Najciekawsze pytanie w tej historii nie brzmi „dlaczego urzędy są wolne”, ale „jak to możliwe, skoro ustawa daje im 65 dni i przewiduje karę za spóźnienie”.
Odpowiedź siedzi w art. 35 Prawa budowlanego. Ustęp 6 tego artykułu mówi, że jeżeli organ nie wyda decyzji w terminie 65 dni od złożenia wniosku, organ wyższego stopnia wymierza mu w drodze postanowienia karę w wysokości 500 złotych za każdy dzień zwłoki. Brzmi to jak twarda gwarancja. Nie jest, i to z trzech powodów.
Pierwszy: do tego terminu nie wlicza się okresów, w których na coś czeka wnioskodawca. Jeśli urząd wezwie inwestora do uzupełnienia braków albo usunięcia nieprawidłowości w projekcie, zegar się zatrzymuje. Ustawa nie ogranicza liczby takich wezwań. Drugi: nie wlicza się okresów zawieszenia postępowania, a zawiesić je można na przykład do czasu uzyskania decyzji środowiskowej albo uzgodnienia z zarządcą drogi. Trzeci: nie wlicza się opóźnień powstałych z winy strony albo z przyczyn niezależnych od organu, a ta ostatnia kategoria jest workiem, do którego wpadają wszystkie uzgodnienia z instytucjami zewnętrznymi.
Jest jeszcze czwarty, najbardziej bezwzględny mechanizm. Kara z art. 35 ust. 6 w ogóle nie ma zastosowania do przedsięwzięć wymagających oceny oddziaływania na środowisko albo oceny oddziaływania na obszar Natura 2000. Duża inwestycja mieszkaniowa często taki wątek ma. W praktyce oznacza to, że sankcja, która miała dyscyplinować urząd, jest przy największych projektach po prostu wyłączona.
Inwestorowi zostają formalne środki: ponaglenie na podstawie Kodeksu postępowania administracyjnego, a potem skarga na bezczynność lub przewlekłość do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Oba są wolne, a przy tym łatwo je odeprzeć, bo wystarczy wykazać, że sporna część czasu mieściła się w okresach wyłączonych z biegu terminu. Dochodzi do tego zwykła kalkulacja: inwestor, który złoży skargę na urząd, będzie za pół roku składał w tym samym urzędzie kolejny wniosek.
Zobacz również:
INWESTYCJE · 16.09.2026Akademik przy Galerii Przymorze. Trzy wieże po 16 pięter i ponad 400 łóżekGdyby sprawa kończyła się na czasie oczekiwania, byłby to problem branży. Od 1 września 2026 roku jest to problem szerszy, bo do wydłużonych procedur doszła twarda bariera prawna.
Reforma planowania przestrzennego z 2023 roku zastąpiła studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego planem ogólnym gminy. Różnica jest zasadnicza: studium było dokumentem kierunkowym, a plan ogólny jest aktem prawa miejscowego. Termin na uchwalenie planów przesuwano dwukrotnie, z końca 2025 roku na 30 czerwca, a następnie na 31 sierpnia 2026 roku. Nowelizację wydłużającą termin prezydent podpisał 11 czerwca 2026 roku.
31 sierpnia 2026 roku studia wygasły. Od 1 września gmina, która nie ma planu ogólnego, nie może uchwalać nowych planów miejscowych ani wydawać nowych decyzji o warunkach zabudowy. Wnioski o warunki zabudowy złożone przed 1 września rozpatrywane są na starych zasadach. Wnioski złożone po tej dacie leżą w urzędzie bez rozstrzygnięcia do czasu wejścia w życie planu ogólnego. Wydane wcześniej decyzje, pozwolenia i obowiązujące plany miejscowe pozostają w mocy.
Kluczowa informacja: planu ogólnego nie mają Warszawa, Kraków i Gdańsk. Mają go natomiast Poznań i Wrocław, który uchwalił swój 26 sierpnia 2026 roku, pięć dni przed terminem. W Warszawie projekt jest na etapie rozpatrywania uwag i ma trafić do rady miasta do końca roku. O sytuacji w Gdańsku, jedynym mieście Trójmiasta bez planu, pisaliśmy osobno w tekście o tym, że nowe wnioski o warunki zabudowy w mieście utknęły.
W skali kraju dane resortu rozwoju i technologii mówią o planach uchwalonych w ponad 800 gminach, przy różnych ujęciach sięgających od 819 do 946 w zależności od tego, czy liczyć uchwalenie czy publikację. To około 35 do 38 procent gmin. Ponad sto gmin w ogóle nie rozpoczęło procedury. Resort prognozuje około 75 procent do końca 2026 roku.
Co to znaczy, jeśli masz działkę bez planu miejscowego
Dla dewelopera każdy dodatkowy miesiąc procedury to zamrożony kapitał w gruncie, który nie zarabia, a kosztuje. W Warszawie grunt pod zabudowę mieszkaniową wyceniany jest w przedziale od 1500 do 7000 złotych za metr powierzchni użytkowej mieszkań, więc mówimy o dziesiątkach milionów złotych uwięzionych na dwa lata przed pierwszą sprzedażą.
„Każdy dodatkowy miesiąc oznacza dla inwestorów zamrożony kapitał, wyższe koszty finansowania i większe ryzyko rynkowe. Założenia dotyczące popytu, cen czy kosztów budowy przyjęte przy zakupie działki mogą być zupełnie inne w momencie rozpoczęcia sprzedaży” wskazuje Damian Karkosiński.
Problemem jest przy tym nie tylko długość procedury, ale jej nieprzewidywalność. Inwestor potrafi policzyć projekt, w którym pozwolenie przychodzi po osiemnastu miesiącach. Nie potrafi policzyć projektu, w którym może to być dziesięć miesięcy albo trzydzieści. Dlatego, jak zauważa autor analizy, o atrakcyjności działki decyduje dziś nie tylko lokalizacja i cena, ale możliwość szybkiej wykonalności projektu. Tańsza nieruchomość z niepewnym harmonogramem może być mniej atrakcyjna niż droższa, ale przygotowana do zabudowy.
Skutek widać już w statystyce GUS. Od stycznia do sierpnia 2026 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na 127 435 mieszkań, o 20,6 procent więcej niż rok wcześniej, a rozpoczęli budowę 91 646 lokali, zaledwie o 3,5 procent więcej. Różnica to 35 789 mieszkań. Po pięciu miesiącach luka wynosiła nieco ponad 21 tysięcy, po ośmiu blisko 36 tysięcy, czyli rośnie z miesiąca na miesiąc. Tę samą paczkę danych opisaliśmy szerzej w tekście o tym, że budów ruszyło najwięcej od czterech lat, choć w największych miastach spadły o jedną czwartą.
Ten zapas pozwoleń jest zjawiskiem dwuznacznym i warto oprzeć się pokusie tłumaczenia go wyłącznie urzędami. Deweloperzy trzymają decyzje także z wyboru, bo pozwolenie nie wymaga natychmiastowego zaangażowania pieniędzy, a daje swobodę wyboru momentu startu. Przy blisko 20 tysiącach gotowych i niesprzedanych mieszkań w największych miastach uruchamianie kolejnych inwestycji na siłę byłoby nierozsądne.
Administracyjne opóźnienie działa jednak w tę samą stronę i wzmacnia efekt. Jeśli droga od zakupu działki do pozwolenia zajmuje półtora roku, firma musi kupować grunt i składać wnioski około dwóch lat przed planowaną sprzedażą. Gromadzenie pozwoleń przestaje być wtedy spekulacją i staje się jedynym sposobem, żeby mieć ofertę gotową na moment odbicia popytu.
Rachunek dla kupującego jest prosty, choć rozłożony w czasie. Pozwolenia wydane w Warszawie w 2025 roku w liczbie o połowę mniejszej niż w 2017 wyznaczają górny pułap liczby mieszkań, które można tam oddać do użytkowania około 2028 i 2029 roku, niezależnie od tego, jak silny będzie wtedy popyt. Właśnie kurcząca się podaż jest głównym argumentem wrześniowych prognoz wzrostu cen mieszkań o 2 do 5 procent w skali roku.
Dotychczasowa odpowiedź państwa na ten problem polegała głównie na przesuwaniu terminu. Wskaźnik z Krajowego Planu Odbudowy dotyczący udziału gmin z planem ogólnym obniżano dwukrotnie, z 80 procent na 40, a następnie na 30. Przy takim progu wynik na poziomie ponad 800 gmin można ogłosić jako sukces, ale nie zmienia on faktu, że trzy największe rynki mieszkaniowe w kraju weszły we wrzesień bez planu.
Warto też zwrócić uwagę na tempo, w jakim te plany powstawały. W marcu 2026 roku uchwalonych było 31, w czerwcu 166, a na koniec sierpnia ponad 800. Około dziewięciu dziesiątych dokumentów przyjęto w ostatnich dziesięciu tygodniach przed terminem. Plan ogólny jest aktem prawa miejscowego, który przez lata będzie rozstrzygał o tym, co i gdzie można zbudować. Dokumenty tworzone w takim pośpiechu będą generować spory, a spory generują kolejne opóźnienia. W Poznaniu trwa już postępowanie o to, czy uchwalony plan ogólny może zablokować wnioski o warunki zabudowy złożone wcześniej.
Dla czytelnika, który nie kupuje działek ani nie buduje bloków, wniosek jest jeden i dość niewygodny. Liczba mieszkań, które trafią na rynek w 2028 roku, jest w dużej mierze rozstrzygana teraz, w wydziałach architektury i na sesjach rad gmin. To najmniej widowiskowa część rynku nieruchomości i jednocześnie ta, która najsilniej ustawia ceny na kilka lat do przodu.
Powiązane artykuły:
Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Dane o czasie trwania procedur i liczbie wydanych decyzji pochodzą z analizy firmy Walter Herz opartej na statystykach Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, opublikowanej we wrześniu 2026 roku. Dane o pozwoleniach i rozpoczętych budowach pochodzą ze wstępnych statystyk GUS za okres styczeń-sierpień 2026 roku i podlegają późniejszym korektom. Liczba gmin z uchwalonym planem ogólnym różni się w zależności od tego, czy uwzględnia uchwalenie czy publikację dokumentu. Status planów ogólnych i przepisy przejściowe należy weryfikować w konkretnej gminie, ponieważ sytuacja zmienia się na bieżąco. Zdjęcie ilustracyjne: Pexels.






