
Blok stoi od pięćdziesięciu lat, ludzie w nim mieszkają, płacą czynsz i remontują łazienki. Tyle że pod budynkiem jest działka, do której spółdzielnia nigdy nie dostała tytułu prawnego. Skutek jest taki, że mieszkania w tym bloku nie mają ksiąg wieczystych, nie da się ich obciążyć hipoteką, a sprzedaż bywa drogą przez mękę. Rząd przyjął projekt ustawy, która ma ten węzeł rozciąć. Chodzi o około 120 spółdzielni i blisko sto tysięcy osób.
Najważniejsze w skrócie
Żeby zrozumieć, dlaczego w dwudziestym szóstym roku dwudziestego pierwszego wieku ktoś w Polsce mieszka w budynku stojącym na niczyjej prawnie działce, trzeba cofnąć się do czasów, gdy te bloki powstawały. W PRL spółdzielnie dostawały tereny pod budowę od państwa, ale formalności traktowano wtedy z dużą swobodą. Budowano na podstawie decyzji o przekazaniu terenu, czasem na podstawie samego pozwolenia na budowę, a papiery przenoszące tytuł prawny miały zostać dopięte później. Później nastąpił rok 1989 i późniejsze reformy własnościowe, a część tych spraw po prostu nigdy nie została domknięta.
Do tego doszły roszczenia dawnych właścicieli gruntów, znane najlepiej z Warszawy i z dekretu Bieruta. Działka, na której stanął spółdzielczy blok, bywała objęta postępowaniem reprywatyzacyjnym ciągnącym się dekadami. Urzędy spierały się przy tym o właściwość, bo raz chodziło o grunt Skarbu Państwa, raz o grunt gminy, a granice między nimi bywały płynne. Istniejący od lat mechanizm z artykułu 204 ustawy o gospodarce nieruchomościami teoretycznie pozwalał to uporządkować, lecz w praktyce rozbijał się o długość postępowań, spory kompetencyjne i nakładające się roszczenia.
Różnica między tymi liczbami nie jest sprzecznością, tylko efektem dwóch sposobów liczenia. Zestawienie budynków i mieszkań pochodzi z inwentaryzacji konkretnych, zidentyfikowanych przypadków. Szacunek resortu jest szerszy, bo obejmuje także sytuacje, w których stan prawny jest uregulowany częściowo albo wadliwie, na przykład gdy tytuł obejmuje tylko fragment działki pod budynkiem. W praktyce mieszkańca jedno i drugie oznacza ten sam kłopot.
Brak uregulowanego gruntu pod budynkiem to nie jest problem papierkowy, który dotyczy wyłącznie zarządu spółdzielni. Jego konsekwencje spadają wprost na mieszkańca i są bardzo konkretne. Bez tytułu prawnego do gruntu spółdzielnia nie może ustanowić odrębnej własności lokalu, więc mieszkanie zostaje przy słabszej konstrukcji prawnej, najczęściej w postaci spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu bez księgi wieczystej.
Dla właściciela oznacza to trzy bariery naraz. Po pierwsze, nie da się założyć księgi wieczystej dla lokalu, a bez niej nie ma czego obciążyć hipoteką. Po drugie, bank patrzy na taką nieruchomość jak na zabezpieczenie gorszej jakości, więc kredyt jest trudniejszy albo droższy, jeśli w ogóle możliwy. Po trzecie, sprzedaż staje się wyraźnie trudniejsza, bo kupujący finansujący zakup kredytem po prostu odpada z gry. Jeśli zastanawiasz się, dlaczego księga wieczysta ma dla banku aż takie znaczenie, warto przypomnieć sobie, czym w ogóle jest hipoteka i jak działa jako zabezpieczenie.
Efekt jest łatwy do przewidzenia. Mieszkanie w takim bloku bywa wyceniane niżej niż identyczny lokal po sąsiedzku, bo krąg kupujących zawęża się do osób płacących gotówką. Właściciel nie zrobił niczego złego, a mimo to ponosi koszt zaniedbania sprzed kilkudziesięciu lat.
Zobacz również:
RYNEK NIERUCHOMOŚCI · 11.09.2026Bruksela mówi miastom, jak zakazać najmu na doby. Najpierw trzeba udowodnić trzy lata szkódZasadnicza zmiana polega na przeniesieniu sprawy z sali sądowej do urzędu. Spółdzielnia zyskuje roszczenie o przeniesienie własności gruntu albo o oddanie go w użytkowanie wieczyste, a rozstrzygnięcie zapada w formie decyzji administracyjnej. Ta sama decyzja ustala pierwszą opłatę i opłaty roczne z tytułu użytkowania wieczystego, przy czym organ może udzielić bonifikaty od pierwszej opłaty. Instancją odwoławczą jest wojewoda, gdy chodzi o grunty Skarbu Państwa, albo samorządowe kolegium odwoławcze, gdy działka należy do jednostki samorządu terytorialnego.
| Element | Stan obecny | Według projektu |
|---|---|---|
| Podstawa prawna | art. 204 ustawy o gospodarce nieruchomościami | odrębna ustawa o uregulowaniu praw do gruntów |
| Tryb | długie postępowania, często droga sądowa | decyzja administracyjna właściwego organu |
| Termin załatwienia | brak realnego rygoru czasowego | 12 miesięcy na wydanie decyzji |
| Gdy urząd nie zdąży | sprawa toczy się dalej bez końca | nabycie prawa z mocy ustawy po 24 miesiącach |
| Opłaty | ustalane w odrębnych trybach | pierwsza i roczne w decyzji, możliwa bonifikata |
| Skutek dla lokalu | brak księgi wieczystej i hipoteki | możliwa księga wieczysta i kredyt hipoteczny |
Zestawienie na podstawie założeń rządowego projektu ustawy. Ostateczne brzmienie przepisów zależy od przebiegu prac parlamentarnych.
Najciekawszym elementem konstrukcji jest zabezpieczenie na wypadek bezczynności urzędu. Jeżeli w ciągu dwudziestu czterech miesięcy od wejścia ustawy w życie stan prawny nie zostanie uregulowany decyzją, spółdzielnia nabywa własność albo użytkowanie wieczyste z mocy samego prawa. To odwrócenie dotychczasowej logiki, w której ciężar przewlekłości spoczywał na spółdzielni i jej mieszkańcach. Przewidziano też furtkę dla tych, którzy już wcześniej ruszyli inną drogą: mają dwanaście miesięcy na przejście na ścieżkę administracyjną, pod warunkiem że sprawa nie jest już rozpatrywana przez sąd.
Projekt ma także krytyków, a ich zarzuty krążą wokół jednego pytania: czy to naprawdę rozwiązuje problem, czy tylko przesuwa go w inne miejsce. Pojawia się argument, że oddanie gruntu w użytkowanie wieczyste zamiast na własność oznacza dla mieszkańców trwałe opłaty roczne, a więc koszt, którego wcześniej nie ponosili. Krytycy zwracają też uwagę, że skoro państwo przez trzydzieści lat nie potrafiło wykonać własnych przepisów, to nowy termin sam z siebie niczego nie gwarantuje, o ile nie towarzyszą mu środki i ludzie po stronie urzędów.
Osobna wątpliwość dotyczy roszczeń dawnych właścicieli. Ustawa porządkuje relację między spółdzielnią a Skarbem Państwa lub gminą, ale nie unieważnia cudzych praw. W sprawach, w których toczy się postępowanie reprywatyzacyjne, konflikt interesów pozostaje, a jego rozstrzygnięcie nadal będzie wymagało czasu. Warto mieć to w pamięci, bo entuzjastyczne nagłówki potrafią sugerować, że wszystkie takie sprawy zostaną zamknięte automatycznie w dwa lata.
Ta ustawa nie powstaje w próżni. Jest częścią większej fali zmian, w których państwo próbuje uporządkować zaszłości dotyczące własności nieruchomości. Równolegle trwają prace nad rozwiązaniem, które pozwoliłoby na to, by budynek mógł mieć innego właściciela niż działka, a więc nad wyłomem w rzymskiej zasadzie mówiącej, że wszystko, co trwale związane z gruntem, dzieli jego los. Kierunek jest wspólny: dopasować prawo do sytuacji faktycznych, które istnieją od dekad.
Dla samych spółdzielni ostatnie lata to zresztą seria zmian regulacyjnych idących z różnych stron. Poza gruntami trwają prace nad przywróceniem członkostwa osobom, które utraciły je w 2017 roku, a także nad większą przejrzystością działania spółdzielni, w tym nad jawnością umów zawieranych przez spółdzielnie. Dla mieszkańca oznacza to jedno: warto czytać korespondencję ze spółdzielni uważniej niż dotąd, bo najbliższe dwa lata mogą realnie zmienić status prawny jego mieszkania.
Jak sprawdzić, czy problem dotyczy twojego bloku
Powiązane artykuły:
Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Opisywany projekt ustawy na dzień publikacji nie zakończył ścieżki legislacyjnej, więc jego zapisy, w tym terminy i zasady ustalania opłat, mogą ulec zmianie. Przytoczone dane liczbowe pochodzą z materiałów powstałych w toku prac nad projektem i opisują skalę zjawiska w różnych ujęciach. W indywidualnych sprawach dotyczących stanu prawnego gruntu i lokalu właściwe są spółdzielnia mieszkaniowa oraz sąd wieczystoksięgowy. Zdjęcie ma charakter ilustracyjny i przedstawia osiedle niezwiązane z opisywanymi postępowaniami. Fot. Koefbac / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.






