
Stopy zwrotu z najmu zbliżyły się do oprocentowania bezpiecznych lokat, a do tego dochodzi fala nowych przepisów. Sprawdzamy, ile dziś wynosi rentowność wynajmu mieszkania i czy inwestorzy wycofują się z rynku w 2026 roku.
Przez lata zakup mieszkania na wynajem uchodził za niemal pewny sposób na pomnażanie kapitału. W 2026 roku ta oczywistość się kruszy. Stopy zwrotu zbliżyły się do oprocentowania bezpiecznych lokat, a do tego dochodzi kolejna fala zmian w przepisach. Coraz więcej inwestorów zadaje sobie pytanie, czy mieszkanie wciąż jest najlepszym pomysłem na ulokowanie oszczędności.
Średnie ofertowe stopy zwrotu brutto w największych miastach mieszczą się dziś mniej więcej w przedziale od 4,7 do 5,7 proc. Najwyżej wypada Łódź, gdzie wskaźnik sięga około 5,7 proc., a tuż za nią Warszawa z wynikiem około 5,6 proc. We Wrocławiu jest to około 5,4 proc., w Katowicach około 5,2 proc., w Poznaniu około 5,1 proc., w Gdańsku około 4,9 proc., a w Krakowie około 4,7 proc.
To jednak liczby z ogłoszeń, a nie z portfela inwestora. Po uwzględnieniu pustostanów, remontów, rotacji najemców i podatku realna rentowność klasycznego najmu spada zwykle do okolic 3 do 4 proc. rocznie. Przy takim poziomie nieruchomość przestaje być oczywistym wyborem, bo zbliża się do tego, co oferują bezpieczne instrumenty finansowe.
Sam podatek od najmu nie jest dziś wysoki. Najem prywatny rozlicza się ryczałtem w wysokości 8,5 proc. do kwoty 100 tys. zł przychodu rocznie i 12,5 proc. od nadwyżki, a małżonkowie mogą podnieść próg niższej stawki do 200 tys. zł. Szczegóły wyjaśniamy w osobnym poradniku o tym, jaki podatek zapłacisz od wynajmu mieszkania.
Więcej zamieszania wprowadzają nowe regulacje. Od 20 maja 2026 roku obowiązują unijne przepisy dotyczące najmu krótkoterminowego, które nakładają obowiązki rejestracyjne i wymianę danych między platformami a administracją. Dla części właścicieli oznacza to koniec działania w szarej strefie. Piszemy o tym szerzej w tekście o tym, czy wspólnota może zakazać najmu krótkoterminowego w bloku. Do tego dochodzi podniesienie maksymalnej stawki podatku od nieruchomości mieszkalnych oraz nowe zasady dotyczące świadectw energetycznych, które od połowy 2026 roku coraz wyraźniej wpływają na wartość lokali.
Na horyzoncie majaczą też zmiany, których skutki trudno dziś wycenić. W debacie publicznej regularnie wraca pomysł podatku katastralnego, czyli daniny zależnej od wartości nieruchomości. Pojawiają się głosy o dalszym ograniczaniu najmu krótkoterminowego i o możliwym opodatkowaniu kolejnych mieszkań posiadanych przez jednego właściciela. Każdy z tych scenariuszy mógłby istotnie zmienić rachunek opłacalności.
Nie bez znaczenia jest również pytanie o płynność. W miastach, które tracą mieszkańców, za kilkanaście lat znalezienie kupca na lokal może być trudniejsze niż dziś. Dlatego inwestorzy coraz uważniej patrzą na mikrolokalizację i perspektywy demograficzne konkretnej okolicy.
Mimo tych wszystkich znaków zapytania trudno mówić o końcu inwestowania w mieszkania. Zmienia się raczej sam styl działania. Inwestorzy stają się bardziej selektywni, analizują mikrolokalizację, profil najemcy i scenariusz wyjścia z inwestycji, a klasyczny najem coraz częściej porównują z innymi modelami. Na rynku rosną w siłę także fundusze inwestujące w mieszkania na wynajem, które zmieniają reguły gry dla indywidualnych właścicieli.
Wniosek jest prosty. Era łatwych zysków z wynajmu raczej się skończyła, ale dobrze przemyślana inwestycja, oparta na realnych liczbach, a nie na cenach z ogłoszeń, wciąż może mieć sens. Klucz to traktowanie mieszkania jak biznesu, w którym liczą się koszty, podatki i strategia, a nie jak pewnika, który zawsze zarabia.
Zdjęcie: Pexels






