
Przeciętny wniosek o kredyt mieszkaniowy opiewał w sierpniu na 525,7 tysiąca złotych. To o 7,2 procent więcej niż rok wcześniej, ale też o blisko 13 tysięcy mniej niż w lipcu, kiedy padł historyczny rekord. W tym samym czasie liczba osób składających wnioski spadła wobec lipca o 14,4 procent. Po pół roku nieprzerwanych wzrostów sierpniowe dane wyglądają na pierwszą zadyszkę rynku hipotek. Przy bliższym spojrzeniu widać jednak, że decyduje tu głównie kalendarz i coraz wyższa baza porównawcza, a nie zmiana nastrojów kupujących.
Najważniejsze w skrócie
Biuro Informacji Kredytowej co miesiąc liczy, o jakie kwoty pytają banki i SKOK-i, przeliczając wynik na dzień roboczy. Ten zabieg jest ważniejszy, niż się wydaje, bo sierpień i lipiec różnią się układem dni wolnych, a bez takiej korekty porównania bywają mylące.
Obraz, który wychodzi z sierpniowego odczytu, jest dwutorowy. W ujęciu rocznym wszystkie główne wskaźniki rosną. W ujęciu miesięcznym dwa z nich wyraźnie siadają.
| Wskaźnik (sierpień 2026) | Odczyt |
|---|---|
| Średnia kwota wnioskowanego kredytu | 525,7 tys. zł |
| Zmiana średniej kwoty rok do roku | +7,2 proc. |
| Zmiana średniej kwoty wobec lipca | -2,4 proc. |
| Rekordowa średnia kwota (lipiec 2026) | 538,5 tys. zł |
| Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe, rok do roku | +9,3 proc. |
| Liczba wnioskodawców, rok do roku | +7,0 proc. |
| Liczba wnioskodawców wobec lipca | -14,4 proc. |
Dane BIK za sierpień 2026 roku, wartości przeliczone na dzień roboczy.
Spadek liczby wnioskodawców o 14,4 procent w skali miesiąca brzmi dramatycznie, ale sierpień od lat jest na rynku kredytowym miesiącem słabszym. Część doradców i analityków kredytowych jest na urlopach, podobnie jak klienci, a decyzja o wieloletnim zobowiązaniu rzadko zapada między jednym wyjazdem a drugim. Wnioski, które nie trafiły do banków w sierpniu, zwykle trafiają tam we wrześniu.
Druga rzecz to baza porównawcza. Druga połowa 2025 roku była na rynku hipotek wyraźnie mocniejsza od pierwszej, więc kolejne miesiące będziemy zestawiać z coraz wyższymi odczytami sprzed roku. Zwracał na to uwagę główny analityk Grupy BIK Waldemar Rogowski, wskazując, że w kolejnych miesiącach 2026 roku porównania będą dotyczyć okresu, w którym popyt na kredyty mieszkaniowe już rósł, a to samo w sobie przełoży się na niższe odczyty indeksu.
Innymi słowy: nawet gdyby rynek utrzymał obecne tempo, statystyka i tak pokazywałaby słabsze dynamiki. To nie jest to samo co kurczenie się rynku.
Warto też pamiętać, że nie każdy wniosek dotyczy zakupu mieszkania. Część osób składa wniosek w związku z planowanym zakupem na rynku pierwotnym lub wtórnym, a część po to, by refinansować kredyt, który już spłaca. Przy spadających w ostatnich kwartałach stopach refinansowanie stało się realną opcją, więc statystyka zapytań obejmuje dziś także ruch, który nie przekłada się na popyt na mieszkania.
Najczęstsze nieporozumienie przy tych danych polega na myleniu dwóch rzeczy. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mówi o tym, ile ludzie chcą pożyczyć. Zdolność kredytowa mówi o tym, ile banki są gotowe im dać. W 2026 roku te dwie wielkości rozjeżdżają się w przeciwne strony.
Kwota rośnie, bo rosną ceny mieszkań, a wraz z nimi wkład własny i wartość transakcji. Zdolność w tym samym czasie potrafiła się kurczyć. Między kwietniem a czerwcem 2026 roku spadła o około 1,7 procent, mimo że stopy procentowe były niżej niż wcześniej. Złożyły się na to dwie rzeczy: WIBOR przestał spadać, a banki ostrożniej liczą bufory ryzyka. O tym, że instytucje finansowe same zapowiadały takie podejście, pisaliśmy przy okazji sygnałów, że banki zaostrzają kryteria przyznawania kredytów mieszkaniowych.
Efekt jest taki, że kredytobiorca potrzebuje dziś większej kwoty niż rok temu, a jednocześnie trudniej mu ją uzyskać. Lukę wypełnia wkład własny, oszczędności i pomoc rodziny, czyli elementy, których żaden indeks popytu nie mierzy.
Zobacz również:
RYNEK NIERUCHOMOŚCI · 09.09.2026Port Popowice: 14 hektarów, 2500 mieszkań i marina, której wciąż nie maSierpniowe wyhamowanie nie zmienia tego, co wydarzyło się w poprzednich miesiącach. Drugi kwartał 2026 roku przyniósł na rynku hipotek wyniki, jakich nie widziano od kilkunastu lat, o czym pisaliśmy przy okazji podsumowania kwartału, w którym banki pożyczyły na mieszkania blisko 40 miliardów złotych. Na tym tle jeden słabszy miesiąc wakacyjny nie przesądza o trendzie.
Kluczowe dla jesieni pozostaje to, co stanie się z kosztem pieniądza. Rada Polityki Pieniężnej na wrześniowym posiedzeniu zostawiła stopy bez zmian, a inflacja wróciła powyżej 3 procent. Dla osób liczących ratę oznacza to, że szybkiej ulgi raczej nie będzie, a decyzję o kredycie trzeba podejmować przy dzisiejszych, a nie przyszłych parametrach.
Trzy wnioski są praktyczne. Po pierwsze, konkurencja o mieszkania nie słabnie, bo liczba osób pytających o kredyt jest wyższa niż rok temu. Po drugie, przy rosnącej średniej kwocie kredytu i ostrożniejszych bankach rośnie znaczenie wkładu własnego, bo to on coraz częściej decyduje o tym, czy transakcja w ogóle dojdzie do skutku. Po trzecie, wrzesień i październik zwykle odbudowują to, co wypadło z wakacji, więc kto liczy na spokojniejszy rynek jesienią, może się rozczarować.
Powiązane artykuły:
Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady inwestycyjnej ani oferty finansowej. Dane o popycie na kredyty mieszkaniowe pochodzą z comiesięcznego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe za sierpień 2026 roku i są przeliczone na dzień roboczy. Podane kwoty dotyczą kredytów wnioskowanych, a nie udzielonych. Informacja o zmianie zdolności kredytowej w drugim kwartale 2026 roku pochodzi z analiz rynkowych i może się różnić w zależności od przyjętych założeń dotyczących dochodu, okresu kredytowania i liczby osób w gospodarstwie domowym. Zdjęcie ilustracyjne: Karolina Grabowska / Pexels.






