
Raty kredytów spadają, a mimo to nastroje kupujących mieszkania wcale się nie poprawiają. Najnowszy barometr za drugi kwartał 2026 roku pokazuje, że aż 84 procent Polaków uważa ceny za wysokie, a 42 procent twierdzi, że to zły moment na zakup. Sprawdzamy, co za tym stoi.
Choć raty kredytów powoli spadają, a deweloperzy mają w ofercie sporo gotowych mieszkań, nastroje kupujących wcale się nie poprawiają. Najnowszy sondaż pokazuje coś przeciwnego. To ceny, a nie koszt kredytu, coraz skuteczniej mrożą plany zakupowe Polaków, a drugi kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne zaostrzenie tych nastrojów.
Dane pochodzą z cyklicznego badania „To my. Polacy o nieruchomościach”, które w maju zrealizowała agencja Inquiry na reprezentatywnej grupie 1003 dorosłych Polaków. Wnioski są dość jednoznaczne. Rynkiem coraz mocniej rządzi poczucie, że mieszkania są po prostu za drogie.
To obraz rynku, w którym bariera cenowa przestała być abstrakcją, a stała się codziennym doświadczeniem. Nawet ci, którzy mają zdolność kredytową, coraz częściej uznają, że dzisiejsze stawki są nie do zaakceptowania.
Paradoks polega na tym, że warunki finansowania są dziś lepsze niż jeszcze rok temu. Po serii obniżek stopa referencyjna spadła, raty się obniżyły, a zdolność kredytowa wzrosła. Mimo to poczucie dostępności mieszkań się nie poprawiło, bo ceny zjadły większość korzyści z tańszego kredytu.
Dobrze widać to, gdy przeliczy się realny zasięg portfela. Sprawdziliśmy dokładnie, ile metrów mieszkania kupisz dziś za przeciętną pensję, i wynik jest otrzeźwiający. W najdroższych miastach to mniej niż metr kwadratowy za miesięczne wynagrodzenie. Nic dziwnego, że entuzjazm kupujących stygnie.
Ciekawie robi się, gdy obie strony rynku zestawimy obok siebie. Dla właścicieli, którzy myślą o sprzedaży, obecna sytuacja wygląda korzystnie. W drugim kwartale 2026 roku 39 procent badanych uznało, że to dobry moment na sprzedaż nieruchomości, o 5 punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Pozytywne oceny wyraźnie przeważają tu nad negatywnymi.
Powstaje więc rzadko spotykana rozbieżność. Sprzedający czują, że mają dobre karty, bo ceny ofertowe są rekordowo wysokie. Kupujący widzą te same stawki i naciskają hamulec. To napięcie zwykle kończy się na dwa sposoby, albo dłuższym czasem sprzedaży, albo negocjacjami przy stole.
Warto zauważyć, że nastroje na rynku bywają niespójne. Z jednej strony rośnie grupa osób, które odkładają zakup, bo ceny są za wysokie. Z drugiej część kupujących działa pod presją, w obawie, że później będzie jeszcze drożej. Pisaliśmy już o tym, że część Polaków kupuje mieszkania ze strachu, zanim na spokojnie policzy, czy udźwignie ratę.
Prawda leży zwykle pośrodku. Decyzja o zakupie mieszkania nie powinna wynikać ani z paniki, ani z biernego czekania na spadki, których większość analityków nie prognozuje. Kluczem jest chłodna kalkulacja własnego budżetu i realnych potrzeb.
Zaostrzenie nastrojów kupujących to sygnał, że rynek dochodzi do granicy cenowej wytrzymałości. Dopóki dochody nie dogonią stawek ofertowych, popyt będzie reagował nerwowo na każdą zmianę cen i stóp. Dla osób planujących zakup najważniejszy wniosek jest taki, że dzisiejszy rynek premiuje cierpliwych i dobrze przygotowanych. Jeśli zastanawiasz się nad momentem, warto spokojnie rozłożyć decyzję na czynniki i sprawdzić, czy w Twoim przypadku bardziej opłaca się kupować teraz czy poczekać.
Zdjęcie: Pexels






